„Telling Time” w National Gallery czyli największe badanie eyetrackingowe w historii

22 października 2015, Magdalena Markiewicz

Leonardo da Vinci mawiał, że obrazy są łatwiejsze w odbiorze niż poezja, gdyż można ocenić ich piękno na podstawie zaledwie jednego spojrzenia. Poezja natomiast ujawnia swoją wartość dopiero po przeczytaniu kilku wersów.


Rzeczywistość jednak pokazała jak bardzo się mylił! Do obalenia tezy XV-wiecznego geniusza potrzeba było kilkuset lat i zaawansowanej technologii, która ukazała wstrząsającą prawdę, gdzie wędruje nasz wzrok.


Naukowcy, przeprowadzający w londyńskiej National Gallery największe badanie eyetrackingowe w historii odkryli, że obrazy są podobnie studiowane przez oglądających, jak chociażby wiersz – nasz wzrok nie obejmuje od razu całego obrazu, a skupia się na wybranych fragmentach wielkości… paznokcia. Dopiero po chwili przeskakiwania wzrokiem z punktu do punktu, nasz mózg tworzy ogólny obraz tego, co mamy przed oczami. To odkrycie po części wyjaśnia, czemu niekiedy oglądając dzieła sztuki potrzeba wielu godzin wpatrywania się w nie, aby dojrzeć kolejne szczegóły, które „na pierwszy rzut oka” nie są w ogóle widoczne. Co ciekawe, okazało się również, że ludzki wzrok działa po trosze jak wzrok sroki – przyciągają go jaskrawe kolory i ciekawa faktura. Najbardziej intrygujące z kolei dla nas są ludzkie twarze, a w szczególności oczy i usta. Dla odmiany najnudniejsze jest natomiast niebo.


Wyniki eksperymentu nie potwierdziły oczekiwań niektórych artystów, którzy wierzyli, że nadanie obrazowi odpowiedniej perspektywy sprawi, że oglądający będzie bardziej zaciekawiony obrazem. Jak się okazało, perspektywa wcale nie sprawia, że ludzie przyglądają się obrazowi w szczególny sposób.


eyetracking_london_2

Eye movements of large populations: II. Deriving regions of interest, coverage, and similarity using fixation maps. DAVID S. WOODING University of Derby, Derby, England

Największy taki eksperyment


Jak jednak dokładnie udało się naukowo podważyć teorię Da Vinciego? Stało się to podczas trwającego 3 miesiące badania. Na jego pomysł wpadli naukowcy z jednostki badawczej Wizji Stosowanej Uniwersytetu Derby w Wielkiej Brytanii. Postanowili przeprowadzić eksperyment na niespotykaną dotychczas skalę, gdzie za pomocą urządzeń eyetrackingowych badano, gdzie wędruje ludzki wzrok. Na idealne miejsce do przeprowadzenia eksperymentu wybrano londyńską National Gallery. Miejsce i czas eksperymentu wybrano nieprzypadkowo – eksperyment odbywał się w trakcie wystawy milenijnej „Telling Time” na przełomie 2000 i 2001 roku. Wystawa ta przedstawiała temat upływającego czasu w sztuce. Naukowcy stwierdzili, iż ich eksperyment świetnie wpisze się w tematykę wystawy, jako symbol nowych czasów.


Podczas 3 miesięcy wystawę zwiedziło 120 tys. osób, z czego prawie 10 tys. wzięło udział w eksperymencie. W sumie badaczom udało się zebrać pełne wyniki ponad 5 tys. uczestników eksperymentu. W większości byli to ludzie między 15. a 34. rokiem życia. Naukowcy pod koniec badania mogli z dumą ogłosić, że był to pierwszy taki eksperyment z użyciem urządzenia eyetrackingowego w historii. Znajdowało się ono w oddzielnym pomieszczeniu, gdzie za pomocą komputera wyświetlano przez około 20 sekund zwiedzającemu jeden z trzech obrazów. Jak wyglądał eksperyment od strony technicznej? Urządzenie dyskretnie rejestrowało ruchy gałek ocznych delikwenta, porównując je z przedstawionym obrazem. Najbardziej zaskakującym elementem eksperymentu okazał się dla wielu osób fakt, iż nie mają oni kontroli nad ruchem oczu. W wielu przypadkach badani byli przekonani, że patrzyli w zupełnie inny punkt, niż w rzeczywistości.

Twardy orzech do zgryzienia


Przygotowanie takiego eksperymentu stanowiło dla Brytyjczyków nie lada wyzwanie. Zespół przeprowadzający eksperyment założył sobie, że wystawa ma być intuicyjna i przyjazna, a nagrywanie ruchów oczu powinno być dyskretne. Przede wszystkim użytkownicy nie mogli czuć się nieswojo oglądając obraz – wielu z nich czując, że ich wzrok jest nagrywany, peszyłoby się, co fałszowałoby wyniki badania. Kolejnym wyzwaniem były szczegóły techniczne. Urządzenia rejestrujące wzrok musiały zostać umieszczone na wysokości ok 1,2 m, aby mogły do niego dosięgnąć zarówno osoby niskiego wzrostu, jak i niepełnosprawni.


Największym dylematem naukowców były okulary, przez które eyetracker nie był w stanie prawidłowo odczytać ruchu gałek ocznych. Z tego też powodu najwięcej osób, których wyniki zakwalifikowały się do eksperymentu było stosunkowo w młodym wieku.


Eye movements of large populations: I. Implementation and performance of an autonomous public eye tracker, DAVID S. WOODING, MARK D. MUGGLESTONE, KEVIN J. PURDY, and ALASTAIR G. GALE University of Derby, Derby, England

Niespodziewane wyniki


Głównym celem eksperymentu było sprawdzenie, w jaki sposób ludzie patrzą na obraz. Jednak tak ogromny zasób danych, jaki udało się zebrać podczas badania posłużył także do innych celów.


Mamy nadzieję, że wyniki posłużą do zbadania jak patrzymy na jakiekolwiek obrazy – począwszy od znaków drogowych, skończywszy na zdjęciach rentgenowskich, co w dalszej perspektywie może przynieść ogromne korzyści dla całego społeczeństwa – powiedział kustosz wystawy, Alexander Sturgis. Podkreślił on także zalety tego, że w eksperymencie brały udział zarówno kobiety, jak i mężczyźni – Dzięki temu, że proporcje rozkładają się niemalże po połowie, możliwa będzie analiza pod kątem płci – na co najczęściej zwracają uwagę panowie, a na co panie.


Mimo że eksperyment przeprowadzono 15 lat temu, naukowcy z całego świata nadal czerpią z niego inspirację. Sam eyetracker zdobywa ostatnio coraz większą popularność wśród specjalistów z branży UX. Miejmy nadzieję, że używanie tego urządzenia będzie równie owocne, jak w przypadku brytyjskiego eksperymentu.

Copywriterka i dziennikarka, aspirująca UX Writerka. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Doświadczenie zdobywała w portalach informacyjnych, teraz jest szczęśliwą freelancerką. Kocha podróże i dobre jedzenie.